Pudełkowo Loany

Just another page about hobbies :)

100. Zimowa sesja w Łazienkach 17.01.2016r. z „Bartosz Fotografuje”

Wszystkie zdjęcia we wpisie są zrobione przez Bartka z „Bartosz Fotografuje”.

Zawsze mam problemy ze zdjęciami na balu – albo światło nie takie, albo brakuje fotografa albo człowiek nie wygląda już tak świeżo po kilku tańcach 😛 Najczęściej w ogóle nie zajmuję głowy myśleniem o zdjęciach, tylko staram się dobrze bawić. Jak widać po poprzednim poście również „nie wyszłam” na zdjęciach z balu Arsenału, ale tym razem postanowiłam mieć jakąś pamiątkę z wyjazdu do Warszawy i umówiłam się z koleżanką i jej mężem na sesję zdjęciową w Łazienkach w niedzielę rano (pojęcie oczywiście względne, bo w końcu poprzedniej nocy byłam na balu i wróciłam chyba koło 2-3 nad ranem :P).

dsc_0217

Snujemy się po parku z Polejką…

dsc_0325

Śliczna Polejka w ślicznej różowej aksamitnej pelissie 🙂

Kochana Ewa oraz Bartek przejęli mnie i Polejkę po wyjściu z hostelu, przechowali nasze bagaże, poprowadzili gdzie trzeba i na koniec odwieźli na Dworzec – za co im ogromnie dziękuję! A Bartek porobił całej grupie tak przepiękne zdjęcia, że do dzisiaj jest to jedna z moich ulubionych sesji w regencji 🙂 Wybrane zdjęcia z tej sesji można obejrzeć tutaj 🙂

 

dsc_0278

Zdjęcie dziewczyn z Krynoliny, Agnieszki Terpiłowskiej oraz samego Bartosza! Fotografię wykonała Ewa 🙂

W połowie sesji dotarł do nas również „prawdziwy żołnierzak”, czyli znajomy z balu, dzięki któremu wszystkie mamy fajne fotki z „mundurem” 🙂 Bardzo dziękuję jedynemu odważnemu żołnierzowi, że zrobił nam tą przyjemność i przyszedł sam przebrany do parku oraz jeszcze wytrzymał kilkugodzinne pozowanie 🙂

dsc_0344

dsc_0295

Porcelana i MaryLou przyszły spóźnione, ale na sporo zdjęć się załapały 🙂

Łazienki w dzień po balu przykryte były grubą warstwą śniegu, a pogoda dopisała – przez cały czas podczas sesji świeciło piękne zimowe słońce.

dsc_0123

Tu widać, jakie mocne było słońce 🙂

Na sesję założyłam w większości stare ubrania – nie mam jeszcze nic, co bardziej by pasowało. Bieliznę regencyjną (czyli chemise, gorset bez brykli, która złamała się na balu i halkę) uzupełniłam współczesnymi ocieplanymi rajstopami i ciepłym podkoszulkiem, ponieważ nie chciałam zmarznąć. I muszę przyznać, że udało się – najbardziej na sesji zmarzły mi nogi w kozakach. Szara suknia dzienna to moja najstarsza regencyjna kiecka, trzy razy przerabiana, cienka, ale jedyna w ciemniejszym kolorze jaką posiadam. Znowu nie jest wyprasowana, ale przyjechała w walizce do Warszawy, a nie było kiedy jej wyprasować. Zresztą, prasowanie niewiele jej pomaga, bo jest po prostu źle uszyta 😛

dsc_0145

Muszę przyznać, że przy moich koleżankach serio wyglądam jak „bardzo uboga krewna” albo „służąca” (to akurat ocena mojej babci :P). Ale nie szkodzi, ważne, że dorabiam się coraz więcej fajnych strojów 🙂

Założyłam nowy spencerek, który uszyłam z resztek wełny parzonej pozostawionych po pelerynie – niestety, nie wyszedł on zbyt dobrze i wymaga nadal kilku poprawek przy biuście. Ale muszę przyznać, że chociaż urodą nie powala jest naprawdę ciepły! W zestawieniu z peleryną tworzy super zimowe okrycie 🙂

dsc_0127_zmniejszony

Hmm, wyszła mi trochę bezkształtna masa z tego spencerka, ale serio grzeje 😛

Na głowie miałam mój pierwszy własnoręcznie zrobiony bonnet zimowy. Był stworzony z myślą o tej sesji i dlatego nadaje się naprawdę tylko na zimno – jest ciepły 🙂 Kształt odrysowałam od jakiegoś wzoru, krążącego po sieci, potem go zwiększyłam, obcięłam i wyszło mi takie rondo z grubego filcu, które po doszyciu główki ładnie otacza głowę i – co najważniejsze dla mnie – przykrywa uszy! Od środka ronda wszyłam marszczony czarny sztuczny materiał – nie wiem tak naprawdę, co to jest, znalazłam w pudle z resztkami, które kiedyś dostałam od kogoś. Główkę i obszycie góry ronda również pokryłam tkaniną „z resztek”, bordową satyną. Całość ozdobiłam znalezionym w zapasach bordowym kwiatkiem i piórami. Bonnet zawiązuje się pod brodą wstążkami, ale muszę przyznać, że nawet bez nich dobrze trzyma się głowy. Bonnet przez zdobienie i użyte materiały nie jest może zbytnio poprawny historycznie, ale nie przeszkadza mi to – ważne, że w końcu mam coś na głowę w zimie 🙂

dsc_0257

Plastikowe „cosie” przy kwiatku psują efekt historyczności, ale szkoda mi odcinać, bo je lubię 😛

Na sam koniec chciałabym podziękować jeszcze raz Bartkowi i Ewie za zdjęcia i pomoc, Polejce za super spędzony czas i mojej siostrze Kasi za towarzystwo i cierpliwość, z którą znosiła czekanie na mrozie. Wyprawa była fajna i mam nadzieję jeszcze kiedyś spotkać się na zdjęciach w podobnym towarzystwie 🙂

 

Dodaj komentarz »

98. Poszewki – heksagony z kolekcji BoardWalk Delight.

W maju 2016 Gosia z Cotton Caffe postanowiła zorganizować warsztaty z szycia poduszek z heksagonami. Oczywiście nie mogłam przegapić takiej okazji, kupiłam od razu dwa zestawy gotowych kwadracików z kolekcji BoardWalk Deligh, z których planowo miałam uszyć dwie poszewki – dla brata i bratowej 🙂 Gosia ma również w sklepie papierowe zestawy heksagonów, od razu gotowe do szycia – wspaniałe ułatwienie 🙂

Na pierwsze spotkanie niestety nie udało mi się dotrzeć, ale ponieważ same heksagony umiem tworzyć przyjechałam od razu na drugie, gdzie Gosia pokazała nam jak łatwo i przyjemnie przyklejać heksagony na materiał i je przyszywać :). Materiał na poszewki również kupiłam od Gosi, bo taki mi najbardziej pasował – dobrałam sobie odcień „krem de la krem” 😛 Nazwa super muszę przyznać 😛 Moja pierwsza próba rozmieszczenia heksagonów na poszewce okazała się średnio udana – mogłam je przeszyć tylko w jednym kierunku, bo w trzy się nie dało – za krzywo było 😛 Ale nie szkodzi, zamiast przeszywać heksagony maszyną wszystkie podszyłam ręcznie – 10 razy więcej roboty, ale za to ile frajdy! Na ostatnim spotkaniu Gosia wycięła mi tyły oraz lamówkę -wszystko w jednym kolorze, żeby nie zaburzać moich heksagonów. Całość pod okiem Gosi zszyłam, a na koniec w domu wykończyłam ręcznie podszycie lamówki. Poduszka wyszła bardzo fajnie, jestem z niej zadowolona i pewnie dałabym ją na konkurs, gdyby nie fakt, że ma plamę, której nie umiem sprać -_-‚

Dlatego na konkurs „Hello Sunshine” zgłaszam drugą poszewkę, którą uszyłam z mniejszą pomocą Gosi, głównie w domu i na urlopie, bo tam przyszywałam heksagony ręcznie do poszewki 😛

hello2bsunshine2b2016Druga podszewka ma użyte troszkę inne heksagony (bo kilka mi zostało jeszcze, zrobię z nich podstawki pod kubki chyba :P), podobne rozmieszczenie i tak samo przyszyte heksiki, dlatego jest podobna – razem mają w końcu tworzyć komplet.

Tu zdjęcie pod balkonem - skąd ten cień?

Tu zdjęcie pod balkonem – skąd ten cień?

Tu na balkonie... za dużo światła!

Tu na balkonie… za dużo światła!

Zdjęcia drugiej poduszki wrzucę jak mi wyjdą ładnie 😛
Chciałabym bardzo PODZIĘKOWAĆ Gosi z Cotton Caffe po pierwsze za materiały, po drugie za pomoc, a po trzecie za ogromną motywację, jaką od niej dostałam – bez Ciebie Gosiu nigdy bym się nie zabrała za takie poszewki. Jeszcze dużo pracy i nauki przede mną, ale coraz lepiej mi się szyje i to właśnie dzięki Tobie 🙂

Tutaj jest link do sklepu Gosi, gdzie można kupić wszystkie te cudowności – http://www.cottoncafe.pl – jutro Gosia otwiera na nowo sklep, już się nie mogę doczekać! 🙂

2 komentarze »

97. Poszewki dla Hani i Szymka- heksagony tęczowe.

Niedawno odwiedził nas kolega, który mieszka teraz z rodziną w Japonii. Przyjeżdża oczywiście dość rzadko, więc jak tylko się pojawił spotkaliśmy się kilkakrotnie 🙂 Przywiózł nam jak zwykle dużo przekąsek japońskich (niektóre dziwne, przyznaję :P). Na pożegnanie również chciałam mu coś sprezentować, ale ponieważ nie ma sensu kupować mu polskich smakołyków, postanowiłam uszyć jego dzieciom poduszki na podróż 🙂

Postanowiłam również, skoro w końcu coś uszyłam, wziąć udział w konkursie „Hello Sunshine”. W tym konkursie każda praca musi być prezentowana osobno, dlatego ten post poświęcę głównie poduszce dla Szymka, którą wybrałam do konkursu.

hello2bsunshine2b2016

Poduszka jest w dużej części uszyta ręcznie, jak to przy heksagonach 😛 Materiał na heksagony dostałam od Gosi z CottonCaffe – jest to zestaw, który stworzyła ona z materiałów nie firmowych, a ponieważ nie miała pomysłu, co może z tego uszyć, to podarowała mi – dziękuję Gosiu!

PoduszkaSzymka1

Poduszka dla Szymka, zgłoszona do konkursu 🙂

PoduszkaSzymkaIza

Tu Iza prezentuje poduszkę – trochę lepiej to zdjęcie oddaje kolory.

Cały zestaw podzieliłam na dwa, żeby starczyło na dwie poduszki, stąd panel z przodu jest dość mały. Szyło się… ciekawie. Po raz pierwszy szyłam heksagony z materiałów nie firmowych, różnej grubości, różnej giętkości, różnej gęstości. Wcześniej oczywiście zdekatyzowałam je wszystkie, przy okazji sprawdzając, że jeden materiał farbuje i nie jest to czerwony (czerwone zwykle farbują :P), a ciemny zielony O_o. Panele szyłam w czasie urlopu, więc była to dla mnie prawdziwa przyjemność – odpoczywałam sobie, a jednocześnie realizowałam twórczo. W domu jedynie doszyłam panele na szary materiał (pomiędzy panelem i szarym kwadratem jest włożona warstwa bawełnianego wypełnienia – w planach miałam przepikowanie całości, ale nie starczyło czasu już) – niestety nie obyło się bez błędu i Hani poduszka wyszła troszeczkę prostokątnie 😦 Ale ogólnie poduszki podobają mi się i mam nadzieję, że przydadzą się dzieciom w podróżach 🙂

DwiePoduszki

A tu dwie poduszki razem. Poduszki Hani (z lewej) nie zgłaszam do konkursu, bo jest prawie taka sama jak ta dla Tymka, a gorzej mi się na niej panel przyszył 😛

3 komentarze »

95. Złote Popołudnie 19.09.2015

Ponad pół roku przerwy, ale to nie znaczy, że nic się nie działo 🙂 Działo się dużo i teraz powoli będę nadrabiała zaległości 🙂

Najpierw wrócimy jeszcze do imprez z 2015 roku, które ominęłam, ponieważ czekałam na zdjęcia. Ale w sumie się nie doczekałam, więc wykorzystam co mam 🙂

Pierwsze było „Złote Popołudnie 2015„, które odbyło się 19 września 2015 roku w Pałacu w Śmiłowicach. Impreza jest organizowana co roku przez Fundację Nomina Rosae, w tym roku nawet nakręcono Filmik „Złote Popołudnie 2015” zachęcający do przybycia.

Mocno zachęcona uszyłam sobie nową sukienkę, krynolinę. Dziewczyny z naszej grupy stwierdziły, że to dobry pomysł, żeby większość z nas wystąpiła w jednym datowaniu i przyznaję, że naprawdę fajnie to wyszło. Dodatkowo stwierdziłam, że czas zabrać swoje córki ze sobą i pokazać im, jak wyglądają takie pikniki. Złote Popołudnie reklamowało się, ze ma zajęcia dla dzieci, więc teoretycznie mogłam założyć, że nie będą się nudzić. Miałam już dla córek sukienki ala krynoliny, więc odpadło mi szycie wszystkich strojów razy trzy, musiałam tylko starszej córce uszyć stelaż.

Loana_zPolejka

Zepsułam ładne zdjęcie z Polejką swoją miną 😉 Zdj. Monika Kozień

Obładowana przyjechałam na Złote Popołudnie razem z córkami i Fobmróweczką (której niestety zapomniałam zabrać sukienki – jeszcze raz przepraszam Asiu!). Na miejscu odhaczyłyśmy się na liście (wstęp był za darmo) i przebrałyśmy się w dużej sali mniejszego dworku. I mogłyśmy rozpocząć piknikowanie. Które nam osobiście nie wyszło, bo było zimno a w nocy padało :P. Najpierw próbowałam znaleźć zajęcie dla moich dzieci – w głównym budynku odbywały się warsztaty, gdzie miłe panie zajęły się na chwilę moimi córkami. Ja w tym czasie zostałam pomalowana przez Porcelanę (dziękuję!) i uczesana przez Fobmróweczkę (dziękuję!). Laba nie potrwała długo i już w sumie do końca imprezy głównie spędzałam czas z dwójką lub czwórką dziewczynek 🙂

GrupoweZDziewczynkami

Na pokazie – jak widać, naprawdę miałam dużo dziewczynek pod opieką 😉 Zdj. Ilja Van de Pavert

 

20150919-_d8h4838_24475570314_o

Dziewczynki nie mieszczą się w drzwiach! Zdj. Ilja Van de Pavert

Jak mogę opisać samą imprezę? W sumie ciężko mi coś powiedzieć – prawie nie korzystałam z przygotowanych atrakcji. Warsztaty dla dzieci były fajne, córki wyszły zadowolone. Miejsce bardzo malownicze, można było pospacerować i porobić sobie klimatyczne zdjęcia. Część dziewczyn z „Krynoliny” miała pokaz, rodzaj „dioramy”, gdzie bez słów prezentowane były suknie krynoliny na różne okazje – sam pokaz mi się bardzo podobał, chociaż rozumiem, że część osób mogła nie zrozumieć, o co w nim chodzi – brakowało wprowadzenia (za to nieplanowane wstawki z dziećmi były bardzo zabawne :P). Szkoła Tańca Jane Austen jak zwykle pokazała interesujące widowisko taneczne. W części artystycznej odbył się również pokaz strojów, w którym miałam okazję uczestniczyć.Przed głównym budynkiem można było zakupić biżuterię. Restauracja miała całkiem smaczne dania, chociaż obsługa wyraźnie sobie nie radziła z dużą ilością gości i trzeba było długo czekać na dania i napoje.

 

AdaGraKrokieta

Ada rozegrała partyjkę krokieta. Zdj. Paulina Kowalczyk

Ogólnie mówiąc bardzo się cieszę, że miałam okazję spotkać się ze znajomymi i nieznajomymi, dzieci się wyhasały, mają co wspominać. Tradycyjnie właziłam ludziom pod aparat, ale zdjęć jakoś nie mam -_- Pewnie znowu nie wyszłam na nich dobrze. Dziękuję Monice Kozień, która wysłała mi zdjęcie pozowane w sukni oraz Paulinie Kowalczyk, która sfotografowała mnie razem z dziećmi – naprawdę jestem Wam ogromnie wdzięczna!

zGóry

Muszę przyznać, że zdjęcia z góry wyglądają zabawnie 😛 Zdj. Paulina Kowalczyk

Co do samej sukni – stelaż to oczywiście pierwsza krynolina, z lat 1850-60, na to mam założoną stosunkowo grubą halkę (powinnam mieć dwie) oraz prostą spódnicę. Stanik sukni w wersji dziennej (dziękuję Alicji za mock-up, bez niej nigdy by się to nie udało :P) z rękawami pagodowymi, przykrótkie oszukane rękawki oraz pożyczony od Lady Pollej szydełkowy kołnierzyk – i mamy cały strój wierzchni. Oczywiście założyłam również pantalony – bez nich czułabym się bardzo dziwnie oraz gorset (od Paliny :P). Suknię uszyłam z bawełny od Barbary Dobosz – Czupurna Bawełna.

Loana_Calosc

Moja krynolina. Zdj. Monika Kozień

 

Iza i Ada wystąpiły w sukniach szytych na bale karnawałowe w przedszkolu, są to suknie inspirowane strojami Scarlett O’Hary z” Przeminęło z Wiatrem” 🙂

IzaPozujeAdamniej

Jak widać, dziewczynkom nie wychodzi pozowanie 😛 Zdj. Paulina Kowalczyk

Wpisy na blogach ze Złotego Popołudnia 2015:

Zdjęcia można obejrzeć w tych albumach:

1 Komentarz »

91. Pikniki z Księżną Daisy w tle :)

Nie doczekałam się zdjęć, na które najbardziej czekałam, w związku z tym publikuję post bez nich 😛

Nie spodziewałam się, że tak szybko polubię się z nową epoką. Epoką, która wcześniej bardzo mi się nie podobała z powodu „gołębiej piersi” 😛 Muszę jednak przyznać, że oglądanie sukien przekonuje do danego kroju i ostatnio widzę dużo uroku w uszytkach z „gołębią piersią” 🙂 Okazją do przeglądania Pinterestu z tymi akurat strojami były dwa spotkania w podobnym datowaniu.

Pierwszy to III Piknik Krynoliny odbywający się w dniu 30.05.2015 tradycyjnie w Pszczynie. Dziewczyny poszły za ciosem i postanowiły wybrać datowanie pasujące do najbardziej znanej mieszkanki pszczyńskiego pałacu – księżnej Daisy, czyli Belle Epoque – lata 1890-1910. Przyznam, że byłam mile zaskoczona ilością osób na samym pikniku, jak i wspaniałymi strojami, które mieli prawie wszyscy goście! Przez kilka godzin naprawdę można było się poczuć bardzo „klimatycznie” 🙂

Jeśli chodzi o mój strój, to w sumie nie ma o czym mówić. Tradycyjnie nie zdążyłam z szyciem. Na pikniku wystąpiłam w ciemnozielonej spódnicy z 7 klinów, którą uszyłam zgodnie z wykrojem z epoki, i która okazała się być na mnie przymała (dlaczego?? 😦 halka została uszyta z tego samego wykroju i jest dobra -_-), w pożyczonej białej bluzce (poliester, nigdy więcej w upał :P) i w pożyczonym czarnym kapeluszu z piórami. Dobrą pożyczającą duszą była Lady Polley, u której również nocowałam i której za to dziękuję ogromnie 🙂 Nie wyglądałam specjalnie epokowo, w związku z czym nie mogę się pochwalić zdjęciami, bo ich za bardzo nie mam. W sumie gdyby nie Paulina Kowalczyk to nie miałabym ani jednego do pokazania 😛 Bardzo dziękuję Paulino!

III Piknik Krynoliny

Razem z córkami 🙂 fot. Paulina Kowalczyk

DSCN3083

Było dużo, dużo osób! Tutaj tylko część z nich. Załapałam się na zdjęciu po lewej stronie 🙂

Na piknik przyjechałam z córkami. Starsza Iza wystąpiła w szytej przeze mnie na ostatnią chwilę zielonej sukience z białym szydełkowym kołnierzykiem (oczywiście pożyczonym od Lady Polley :P), a Ada biegała w sukience nie z tego okresu co trzeba, ale była różowa i rozłożysta i dlatego Ada zgodziła się ją założyć (że nie wspomnę, że kiecka oczywiście też była pożyczona od Lady Polley :P).

Adrianna w sukience z okresu krynolin 🙂 fot. Agnieszka Dworzańska

Piknik spędziłam głównie na noszeniu rzeczy z auta i z powrotem (pogoda nie rozpieszczała…), na zajmowaniu się lokalizacją dzieci i na odpoczywaniu, bo gorset, który założyłam przed podróżą do Pszczyny, ma plastikowe fiszbiny. Godzinna jazda autem nie podziałała na te fiszbiny pozytywnie – ogólnie mówiąc powyginały się porządnie i ledwo mogłam w nich wytrzymać. W związku z czym bardzo NIE POLECAM plastikowych fiszbin do gorsetów -_-

A lepsze recenzje z dużą ilością zdjęć z III Pikniku Krynoliny w Pszczynie możecie obejrzeć tu:

Relacja Gabrieli

Relacja Alicji

Relacja Domowej Kostiumologii oraz Opis sukni Domowej Kostiumologii

Kilka słów o sukni na piknik autorstwa Maqdy

Relacja Vorago Rerum

Relacja Ms.Nelly

Relacja Dorfi i opis jej stroju

Relacja Olgi , Opis kapelusza Olgi oraz Fartuszek pensjonarki

Relacja Karoliny (Nie)poważnej Rekonstruktorki

Relacja Daisy

Relacja Chopianny

 

Drugim spotkaniem w podobnym datowaniu był piknik z okazji urodzin Księżnej Daisy, który odbył się 28 czerwca w Książu. „Krynolina” została na niego zaproszona przez organizatora, prezesa Fundacji Księżnej Daisy von Pless pana Mateusza Mykytyszyna. Przyjechało kilka członkin wraz z Lady Polley z mężem i wg mnie naprawdę wypadli po prostu świetnie! Stroje, kapelusze – wszystko było dopracowane i grupa bardzo pasowała do pałacowych wnętrz oraz wyglądała bardzo malowniczo w parku. Razem z całą grupą zwiedzałam za darmo pałac w Książu – naprawdę pięknie go odnawiają.

Tutaj jest relacja z całości imprezy oraz zdjęcia i jeszcze raz zdjęcia udostępnione przez Fundację 🙂

Tym razem postarałam się troszkę (ale tylko troszkę :P) bardziej i miałam na sobie bladobłękitną spódnicę z 7 klinów (nadal ten sam wykrój z epoki) oraz bluzkę z tego samego materiału (batyst bawełniany, ale to cienkie jest), również szytą z wykroju z epoki. Efekt „gołębia pierś” wyszedł mi mało widoczny, ale nie szkodzi, ja go i tak zwykle nazywam „obwisłym cycem” 😛 Spódnicę pomogła mi ozdobić mama Asi, której bardzo dziękuję! 🙂 Do stroju założyłam kapelusz, który dostałam od koleżanki Ibisek – również bardzo dziękuję! Tym razem wyglądałam lepiej i mam dzięki temu kilka zdjęć.

Pałac w Książu

Porządny „obwisły cyc”, brak szyi dzięki epokowej stójce… te suknie są piękne, ale nie na mnie 😛

IMG_6526

Na zdjęciu z Magdą. Moje włosy przepięknie uczesała Olga, niestety, krótka grzywka zrobiła swoje i włosy ciągle uciekały 😦

Moje córki dostały obydwie nowe sukienki, z tego samego niebieskiego materiału, chociaż inaczej ozdobione. Nie mogę nie wspomnieć, że dziewczynki miały pożyczone kapelusze 😛 Oczywiście pożyczone od Lady Polley 😛 Muszę przyznać, że dzieci w historycznych strojach wyglądają bardzo klimatycznie 🙂

IzaAdaKsiaz

Iza miała nawet lalkę w historycznym stroju. Ada też miała, ale urwała jej głowę przez przypadek, a to porcelana, tak szybko nie dało się naprawić 😛

IMG_6515

Moje córki trochę zestresowały Pana Przewodnika, bo koniecznie chciały się napić herbatki z tych historycznych filiżanek.

IMG_1934

Dziewczynkom udało się przejechać powozem wraz z Lordem Polley. I wraz z panią grającą Księżną Daisy (pomińmy milczeniem jej strój ;)).

KsiazPark1

A tutaj jeszcze relacja Alicji z tego spotkania 🙂

1 Komentarz »

90. Patchworkowy igielnik.

Nic nie piszę, bo i nic nie tworzę 😦 Praca zabiera mi cały czas wolny. Ale któregoś dnia, kiedy nie mogłam już zdzierżyć faktu, że jedyne co tworzę to tony papierów, usiadłam i ze ścinków (po poszewkach dla Isaury) stworzyłam mały igielnik.

Był mi naprawdę potrzebny, bo zgubiłam swój „historyczny” igielnik, który dawno temu mój brat uszył dla naszej mamy, a ja go odziedziczyłam. Nie był może najpiękniejszy, ale miałam do niego sentyment. Niestety, zginął i przez długi czas do szpilek używałam miseczki. Miseczka do samych szpilek jest bardzo wygodnym rozwiązaniem, niestety, w tej mojej lądowały również igły, a znalezienie igły w stosie kolorowych szpilek jest prawie niemożliwe -_-‚.

Ścinki jakie były takie były, ułożyłam z nich wzorek, pozszywałam, szwy wzmocniłam ściegami dekoracyjnymi, w środek wepchałam resztki wypełnienia, a całość obszyłam kolorową muliną. W dwa wieczory powstał szyty całkowicie ręcznie mały igielnik 🙂 Jest bardzo przydatny 🙂

IgielnikIgielnikIgielnik

Dodaj komentarz »

87. Bal Arsenału – 10 stycznia 2015 roku.

I następny bal w Warszawie za mną. Tym razem wróciłam do domu zmęczona (sobota – podróż do Warszawy, niedziela – powrót z Warszawy… Polskibus jest szybki, ale niezbyt wygodny), ale za to zachwycona. Na balu bawiłam się świetnie!!!

Tyle było osób!

Tyle było osób!

IX Balu Arsenału odbył się w pięknych wnętrzach Królikarni w Warszawie. Motywem przewodnim były czasy Księstwa Warszawskiego i Kongresu Wiedeńskiego. Prowadzący tańce (pan Robert Lubera z panią Anną Ilczuk z zespołu Gratia Iuvenis) spisali się na medal, uczestnicy bardzo szybko uczyli się kroków, w związku z tym przetańczono wszystkie zaplanowane tytuły 🙂 Do tańców przygrywał kwartet smyczkowy pani Agnieszki Obst-Chwały.

Kwartet smyczkowy i prowadzący tańce

Kwartet smyczkowy i prowadzący tańce

 

Jako poczęstunek w sali rozłożono przekąski przyniesione przez uczestników (dziękuję zwłaszcza za pyszne ciasto z wisienkami :P). Nie spróbowałam zbyt wielu potraw, bo po prostu nie było kiedy jeść. Bal rozpoczęto toastem z szampana, natomiast pod koniec balu Karolina K. podzieliła się ze mną swoim napitkiem, za co jej bardzo dziękuję 🙂

Jak zwykle na balu poznałam dużo nowych osób, miała okazję podziwiać dużo pięknych strojów – tym razem tak kreacji damskich, jak i bardzo „męskich” mundurów. Muszę przyznać, że po raz pierwszy byłam na balu z taką ilością mężczyzn i dzięki temu mogłam docenić, jak bardzo dodają historyczności panowie w mundurach 🙂 Plus można było prosić do tańca nie tylko koleżanki, co zwykle mnie spotykało na dotychczasowych imprezach.

Dużo panów w mundurach :P

Dużo panów w mundurach 😛

W czasie tańców było widać, że panów jest naprawdę dużo.

W czasie tańców było widać, że panów jest naprawdę dużo.

Bardzo serdecznie pozdrawiam wszystkie nowo poznane osoby, tak panie jak i panów – dziękuję za rozmowy, tańce, informacje i dobrą zabawę 🙂 Mam nadzieję, że spotkam się z Wami jeszcze nie raz 🙂

Wspaniała nauczycielka tańców - pani Anna. Bardzo dziękuję Pani Anno! :)

Wspaniała nauczycielka tańców – pani Anna. Bardzo dziękuję Pani Anno! 🙂

Fotograf - pan Piotr Żurek.

Fotograf – pan Piotr Żurek – dziękuję za zdjęcia!!

Maciej z żoną Kasią - dziękuję za rozmowy!

Maciej z żoną Kasią – dziękuję za rozmowy!

Nowo poznany kolega Piotr - pozdrawiam serdecznie! :)

Nowo poznany kolega Piotr – pozdrawiam serdecznie! 🙂

Ale koleżanki :( Robiły sobie foty z panami w mundurach, ale mnie nie zawołały już :(

Ale koleżanki 😦 Robiły sobie foty z panami w mundurach, ale mnie nie zawołały już 😦

No serio, nie zawołały ani razu :(

No serio, nie zawołały ani razu 😦

Tym razem Krynolina na balu stawiła się w dość małej grupie – głównie z powodów finansowych oraz czasowych (nieśmiertelna sesja ;P). Mój przyjazd również stał pod znakiem zapytania, bo dość długo decydowałam się, czy jechać. I jak zwykle w ostatniej chwili, to jest 5 dni przed balem rozpoczęłam szycie swojej sukni, która powstała z sari. W dniu balu połowę czasu w Warszawie spędziłam szyjąc i plotkując z Porcelaną oraz Elą z zespołu Fontana dei pazzi. I oczywiście jak zwykle musiałam prosić o pomoc w przygotowaniu się do balu – kochana Ela dokończyła mi rękawy, a Porcelana przepięknie pomalowała i uczesała 🙂 Bardzo dobrze wspominam ten wspólnie spędzony czas – uwielbiam takie babskie zloty 😛

Krynolina na Balu :)

Krynolina na Balu 🙂

A Krynolinę reprezentowały:

Kajani, w białej sukience z trenem i w jak zwykle najwyższej fryzurze na balu :)

Kajani, w białej sukience z trenem i w jak zwykle najwyższej fryzurze na balu 🙂

Porcelana w przepięknej sukni z sari.

Porcelana w przepięknej sukni z sari.

Marylou w białej haftowanej sukience z nowym spencerkiem. Naprawdę, nie wiem, kiedy ta dziewczyna śpi, bo ma tyle strojów i to wszystkie szyte ręcznie! A ten haft - wspaniały!

Marylou w białej haftowanej sukience z nowym spencerkiem. Naprawdę, nie wiem, kiedy ta dziewczyna śpi, bo ma tyle strojów i to wszystkie szyte ręcznie! A ten haft – wspaniały!

Karolina Eleonora Amalia (kobieta o stu imionach ;P), również w sukience z sari ze wspaniałym turbanem.

Karolina Eleonora Amalia (kobieta o stu imionach ;P), również w sukience z sari ze wspaniałym turbanem.

Oraz nowo poznana przeze mnie osobiście (bo bloga to znam już od dawna) Floria Gentileski.

Oraz nowo poznana przeze mnie osobiście (bo bloga to znam już od dawna) Floria Gentileski.

 

W swojej nowej sukience wyglądałam tak:

10845830_10204365156182555_6255520308585622809_oLoana

Chciałam również ogromnie podziękować właścicielowi tej wspaniałej czapki, którą pożyczyłam na sesję zdjęciową – DZIĘKUJĘ! Bardzo mi się ta czapka podoba! Szkoda tylko, że jest też dość ciężka. Niestety, kolega Piotr tak cieszył się z naszej nowej znajomości, że jedyne nieporuszone zdjęcia w czapce mam właśnie z nim 😛

ZdjecieWCzapce2

A tutaj można przeczytać inne relacje z balu:

Relacja Arsenału

Relacja Porcelany
Relacja Eleonory Amalii
Relacja Florii

Relacja Kajani nr 1 i nr 2

A tutaj Floria napisała o swojej kreacji.

7 komentarzy »

86. Iza Śpiąca Królewna :)

Moja starsza córka urodziła się w Sylwestra, co powoduje, że nigdy nie obchodzi urodzin w przedszkolu (bo zwykle tego dnia nie wysyłamy jej na zajęcia), za to zawsze załapuje się na jakąś imprezę – nie mówiąc o tym, ile jej fajerwerków o północy puszczają 😉

Od poprzedniego roku urodziny dziewczynkom robimy troszkę tematyczne, w domu. Adrianna zażyczyła sobie urodziny w stylu Calineczki – siostra wybrnęła z tego ładnymi dekoracjami plus bułeczkami we wściekle zielonym kolorze (był też zielony tort w kwiatki). Natomiast Iza wybrała śpiącą królewnę… niestety, nie dała się namówić na nasz pierwotny pomysł – „wszyscy goście dostają na wejściu poduszkę i idą spać, a na koniec „imprezy” są zbudzeni przez wróżkę, jedzą tort i idą do domu” ;). Czyli znowu siostra musiała powymyślać dekoracje, ja natomiast zostałam poproszona o uszycie sukienki Aurory, czyli Śpiącej Królewny ze stajni Disneya.

Dekoracje na szybie akwarium zrobione przez Kasię :)

Dekoracje na szybie akwarium zrobione przez Kasię 🙂

Wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt, że przez pracę zapomniałam o tym pomyśle 😦 Iza przypomniała mi o szyciu dwa dni przed urodzinami… Dobrze, że chociaż materiały miałam dostępne, moje zbieractwo nareszcie po coś się przydało. I tak nie mając pojęcia, jakiego użyć wykroju, nie wiedząc, jak szyć i w ogóle w lekkiej panice (bo praca, przygotowanie chałupy na imprezę, gotowanie) na szybko skleciłam strój. Oczywiście nie obeszło się bez paru wpadek, najpoważniejsza to rękawy, które są za wąskie i Iza musi je podciągać, żeby móc podnieść ręce. Plus niepotrzebnie wycięłam dół stanika sukni z koła, tutaj lepszy byłby jednak z normalnego prostokąta. Ale ogólnie jak na możliwości i umiejętności suknia wyszła całkiem podobna 🙂

Użyłam do szycia satynę dobrej jakości, przygotowaną na moją kieckę w stylu pin-up (niestety, usłyszałam od paru osób komentarz opisujący fakt, że będę w tym kolorze wyglądać jak świnka 😛 – więc bez płaczu oddałam tkaninę). Dodatkowo wykorzystałam jakąś podszewkę w kolorze różowym (strasznie się gniecie, wyszło w praniu 😦 ), białą bawełnę pościelową, sztywnik. Z tyłu sukienka jest sznurowana, niestety mam niezbyt dobrej jakości metalowe oczka, już dwa wypadły -_-‚ . Moja siostra Kasia przygotowała dla Izy koronę, dla wszystkich dzieci czarodziejskie różdżki oraz jedne rogi Diaboliny, niestety, nie przetrwały imprezy. Dziękuję Kasiu 🙂

Ale ogólnie strój jest podobny do oryginału, czyli Aurory:

AURORA

Aurora, czyli Śpiąca Królewna z filmu Disney’a (obrazek ze strony http://vignette4.wikia.nocookie.net/)

I moja mała Aurora, czyli Iza:

LOANA_IzaAurora-01 LOANA_IzaAurora-02 LOANA_IzaAurora-03

2 komentarze »

84. Poduszki patchworkowe dla Isaury.

Na urodziny Isaury obiecałam jej dwie poduszki na kanapę, w kolorach niebiesko-zielonych. Jak zwykle pomysł uszycia prostych poszewek upadł od razu, postanowiłam w końcu poćwiczyć jakąś technikę patchworkową w domu. Teoretycznie miałam użyć techniki borgello (mnie się kojarzy z burdello, nie pamiętam, jak dokładnie brzmi nazwa). Teoretycznie, bo w sumie jestem pewna, czy efekt jest odzwierciedleniem tej techniki.

Pocięłam wybrane materiały na mniej więcej równe paski i zszyłam całość. A potem kombinowałam, jak z tego kwadratu zrobić dwie poszewki. Prułam, zszywałam, prułam, zszywałam, poprawiałam – w końcu podzieliłam jednak całość na dwa kolory, łączone jednym materiałem. Kolory wybrałam pastelowe, bo raz, że takie mi się podobają, a dwa – po prostu mam takie materiały w domu. Tył poszewek to kawałek niebieskiego polaru oraz zielonej flaneli. Poduszki również sama uszyłam, z bawełny, w środku mają wypełnienie do maskotek, są bardzo napchane.

Mam nadzieję, że poduszki przydadzą się Isaurze i rozjaśnią jej pokój – bo taki mają cel 🙂

LOANA_PoduszkiIsaura

2 komentarze »

83. Bordowa peleryna z kapturem.

Jedną z nowych rzeczy, jaką uszyłam sobie na zlot pod Ojcowem była peleryna. Materiał na nią zakupiłam razem z dziewczynami z Facebooka już w marcu, ze względów finansowych wybrałam wełnę parzoną, która może nie jest bardzo „historyczna”, ale przynajmniej nie była jakoś specjalnie droga.  Marzyła mi się czarna peleryna, ale nie był to specjalnie często spotykany kolor w czasach regencji, dlatego w końcu zdecydowałam się na barwę bordową. Materiał leżał i „dojrzewał”, w międzyczasie dostałam od brata wykrój z Buttericka, na którym mi bardzo zależało, ponieważ ogromnie podobała mi się pelerynka. To ten wykrój:

BUTTERICK_B5265Postanowiłam, że uszyję sobie taką właśnie pelerynę, tylko długą, z kapturem. Długą, żeby można się nią było owinąć i żeby grzała, a z kapturem, żeby można było osłonić głowę.

Sporo czasu zajęło mi przedłużanie wykroju, który po powiększeniu okazał się naprawdę ogromny. Na zdjęciu widać połowę peleryny:

LOANA_PelerynaBordowa_wykrój

Kaptur wykroiłam wg wzoru podanego mi przez Marylou, której bardzo dziękuję za pomoc. Wzorowałam się na kapturze z jej spencera i po paru zmianach wyszło coś prawie podobnego 🙂

LOANA_PelerynaKaptur

Kroiło się całość niezbyt ciekawie, głównie ze względu na wielkość. Szyło również niezbyt ciekawie, ponieważ moja maszyna nie przepada za grubymi materiałami, a wełna cienka nie była. Do podszycia peleryny użyłam zwykłej bawełny w kolorze bordowym (kupiona na Robotniczej :P). Wszystko oczywiście idealnie się nie zeszło, ale jakoś udało się zszyć i wszyć kaptur. Zapięcie to doszyte ręcznie szamerunki w kolorze czarnym.

Loana Peleryna

Peleryna wyszła całkiem fajnie, jest długa, bardzo ciepła, ma całkiem „histeryczny” kształt. Ma tylko jedną wadę, ale za to porządną – jest okropnie ciężka! Kiedy ma się ją na sobie, to nie czuć tego aż tak bardzo, ale kiedy przychodzi do noszenia jej w ręku – koszmar, naprawdę to jest spory kawałek tkaniny. Nie wiem, ile dokładnie poszło wełny, ale zużyłam około 5,5-6 metrów bieżących materiału, wliczając kaptur.

LOANA_PelerynaWidok

Za zdjęcia dziękuję Krulikowi, Szymonowi oraz dziewczynom z Krynoliny 🙂

2 komentarze »

Zashevka

crafting i szycie...

Vanadian Avenue

Passion, knowledge and desire to create

Red Point Tailor

RPT's Couture Endeavours

Początkowo

To co we mnie najlepsze i twórcze chciałabym pokazać światu

Robótki Stefci

Kocham uczucie tworzenia, więc tworzę:)