Pudełkowo Loany

Just another page about hobbies :)

100. Zimowa sesja w Łazienkach 17.01.2016r. z „Bartosz Fotografuje”

Wszystkie zdjęcia we wpisie są zrobione przez Bartka z „Bartosz Fotografuje”.

Zawsze mam problemy ze zdjęciami na balu – albo światło nie takie, albo brakuje fotografa albo człowiek nie wygląda już tak świeżo po kilku tańcach 😛 Najczęściej w ogóle nie zajmuję głowy myśleniem o zdjęciach, tylko staram się dobrze bawić. Jak widać po poprzednim poście również „nie wyszłam” na zdjęciach z balu Arsenału, ale tym razem postanowiłam mieć jakąś pamiątkę z wyjazdu do Warszawy i umówiłam się z koleżanką i jej mężem na sesję zdjęciową w Łazienkach w niedzielę rano (pojęcie oczywiście względne, bo w końcu poprzedniej nocy byłam na balu i wróciłam chyba koło 2-3 nad ranem :P).

dsc_0217

Snujemy się po parku z Polejką…

dsc_0325

Śliczna Polejka w ślicznej różowej aksamitnej pelissie 🙂

Kochana Ewa oraz Bartek przejęli mnie i Polejkę po wyjściu z hostelu, przechowali nasze bagaże, poprowadzili gdzie trzeba i na koniec odwieźli na Dworzec – za co im ogromnie dziękuję! A Bartek porobił całej grupie tak przepiękne zdjęcia, że do dzisiaj jest to jedna z moich ulubionych sesji w regencji 🙂 Wybrane zdjęcia z tej sesji można obejrzeć tutaj 🙂

 

dsc_0278

Zdjęcie dziewczyn z Krynoliny, Agnieszki Terpiłowskiej oraz samego Bartosza! Fotografię wykonała Ewa 🙂

W połowie sesji dotarł do nas również „prawdziwy żołnierzak”, czyli znajomy z balu, dzięki któremu wszystkie mamy fajne fotki z „mundurem” 🙂 Bardzo dziękuję jedynemu odważnemu żołnierzowi, że zrobił nam tą przyjemność i przyszedł sam przebrany do parku oraz jeszcze wytrzymał kilkugodzinne pozowanie 🙂

dsc_0344

dsc_0295

Porcelana i MaryLou przyszły spóźnione, ale na sporo zdjęć się załapały 🙂

Łazienki w dzień po balu przykryte były grubą warstwą śniegu, a pogoda dopisała – przez cały czas podczas sesji świeciło piękne zimowe słońce.

dsc_0123

Tu widać, jakie mocne było słońce 🙂

Na sesję założyłam w większości stare ubrania – nie mam jeszcze nic, co bardziej by pasowało. Bieliznę regencyjną (czyli chemise, gorset bez brykli, która złamała się na balu i halkę) uzupełniłam współczesnymi ocieplanymi rajstopami i ciepłym podkoszulkiem, ponieważ nie chciałam zmarznąć. I muszę przyznać, że udało się – najbardziej na sesji zmarzły mi nogi w kozakach. Szara suknia dzienna to moja najstarsza regencyjna kiecka, trzy razy przerabiana, cienka, ale jedyna w ciemniejszym kolorze jaką posiadam. Znowu nie jest wyprasowana, ale przyjechała w walizce do Warszawy, a nie było kiedy jej wyprasować. Zresztą, prasowanie niewiele jej pomaga, bo jest po prostu źle uszyta 😛

dsc_0145

Muszę przyznać, że przy moich koleżankach serio wyglądam jak „bardzo uboga krewna” albo „służąca” (to akurat ocena mojej babci :P). Ale nie szkodzi, ważne, że dorabiam się coraz więcej fajnych strojów 🙂

Założyłam nowy spencerek, który uszyłam z resztek wełny parzonej pozostawionych po pelerynie – niestety, nie wyszedł on zbyt dobrze i wymaga nadal kilku poprawek przy biuście. Ale muszę przyznać, że chociaż urodą nie powala jest naprawdę ciepły! W zestawieniu z peleryną tworzy super zimowe okrycie 🙂

dsc_0127_zmniejszony

Hmm, wyszła mi trochę bezkształtna masa z tego spencerka, ale serio grzeje 😛

Na głowie miałam mój pierwszy własnoręcznie zrobiony bonnet zimowy. Był stworzony z myślą o tej sesji i dlatego nadaje się naprawdę tylko na zimno – jest ciepły 🙂 Kształt odrysowałam od jakiegoś wzoru, krążącego po sieci, potem go zwiększyłam, obcięłam i wyszło mi takie rondo z grubego filcu, które po doszyciu główki ładnie otacza głowę i – co najważniejsze dla mnie – przykrywa uszy! Od środka ronda wszyłam marszczony czarny sztuczny materiał – nie wiem tak naprawdę, co to jest, znalazłam w pudle z resztkami, które kiedyś dostałam od kogoś. Główkę i obszycie góry ronda również pokryłam tkaniną „z resztek”, bordową satyną. Całość ozdobiłam znalezionym w zapasach bordowym kwiatkiem i piórami. Bonnet zawiązuje się pod brodą wstążkami, ale muszę przyznać, że nawet bez nich dobrze trzyma się głowy. Bonnet przez zdobienie i użyte materiały nie jest może zbytnio poprawny historycznie, ale nie przeszkadza mi to – ważne, że w końcu mam coś na głowę w zimie 🙂

dsc_0257

Plastikowe „cosie” przy kwiatku psują efekt historyczności, ale szkoda mi odcinać, bo je lubię 😛

Na sam koniec chciałabym podziękować jeszcze raz Bartkowi i Ewie za zdjęcia i pomoc, Polejce za super spędzony czas i mojej siostrze Kasi za towarzystwo i cierpliwość, z którą znosiła czekanie na mrozie. Wyprawa była fajna i mam nadzieję jeszcze kiedyś spotkać się na zdjęciach w podobnym towarzystwie 🙂

 

Dodaj komentarz »

99. X Bal Arsenału w Łazienkach 16.01.2016r.

Karnawał od jakiegoś czasu to dla mnie okres zabaw na historycznych balach 🙂 Rok temu po raz pierwszy byłam na Balu Arsenału w Warszawie i bawiłam się tak dobrze, że postanowiłam ponownie przyjechać na tą imprezę, tym razem z siostrą 🙂

X Bal Arsenału odbywał się w warszawskich Łazienkach, w Sali Musztry, tańce prowadził ponownie Robert Lubera, była orkiestra na żywo, a jedzenie przynosili goście – czyli sama formuła balu pozostała taka sama jak rok temu. Co się zmieniło? Była jedna duża sala, gdzie wystawiono jedzenie i gdzie odbywały się tańce (rok temu było kilka mniejszych sal). I było dużo, dużo więcej osób – a co za tym idzie bal był bardzo tłumny.

duzomarcinzurek

Dużo było osób 🙂 ale mnie na tym zdjęciu nie ma, bo jeszcze nie dotarłam na bal 😛 fot.Marcin Żurek

Miało to swoje plusy i minusy oczywiście 🙂 Na plus można podać bardzo różnorodne przekąski, które znalazły się na stołach – był nawet odpowiedni tort! Na balu pojawiło się dużo nowych dla mnie osób, kilka miałam okazję poznać 🙂

zarcie

Dużo pysznego jedzonka… żałuję, że tak mało spróbowałam 😦 fot. Piotr Żurek

Co do minusów, to głównie pamiętam problemy z tańcami – było dużo osób i słabe nagłośnienie, Robert Lubera dwoił się i troił, żeby nauczyć tańczyć tak dużą grupę chętnych, ale czasami nie szło mu to zbyt gładko, ponieważ nie wszyscy go słyszeli. Jednocześnie niezbyt można było spokojnie porozmawiać na sali, ponieważ przeszkadzało się tańczącym, a muzyka zagłuszała rozmowy – w tym roku bardzo mało tańczyłam (żołnierze wyraźnie się mnie bali, a jedyny odważny zatańczył ze mną dopiero po czymś mocniejszym :P), dlatego brakowało mi możliwości pogaduszek ze znajomymi.

12496441_10206903102429625_3761426313545931447_o

Tutaj z jedynym odważnym panem – dziękuję! fot. Piotr Żurek

Na balu tym razem pojawiło się dużo znajomych z Krynoliny, dzięki temu czułam się swojsko mimo ostracyzmu ze strony panów 😛 I dzięki właśnie moim koleżankom mogę napisać, że nie żałuję wydania sporej kasy (bo dojazd, nocleg,bilety na bal – razy dwa) na przyjazd, bo będę dobrze wspominać wspólne nocowanie w hostelu, przygotowywanie się na bal, wizyty w knajpce w dziwnych nakryciach głowy, rozmowy i pogaduszki na balu, a na koniec wspólny powrót przez zaśnieżone Łazienki. Dziękuję Wam!

karolina

Karolina Kiczyńska poratowała mnie herbatą, za co ogromnie jej dziękuję! fot. Piotr Żurek

kolezankimarcikzurek

Było dużo pięknych kobiet 🙂 fot. Marcin Żurek

Oczywiście nie mogłam się nudzić i coś musiało się zdarzyć – na bal przyszłam piechotą z hostelu (który miał być oddalony ok. 15 minut piechotą od sali balowej, ale to chyba latem jak ktoś biegnie, bo zimą, przy sporym śniegu szłam prawie pół godziny) i dopiero na miejscu zorientowałam się, że zapomniałam butów zmiennych… czyli czekała mnie prawie godzinna przechadzka tam i z powrotem, która oczywiście spowodowała moje spore spóźnienie na bal. Na szczęście na balu koleżanki uratowały moje włosy, które z pięknych loków zamieniły się w smętne zwisy, ale dzięki pomocy Eli Sroczyńskiej i Kajani miałam fajnie zamotany turban na głowie 🙂

lazienki_piotrzurek

Łazienki nocą są naprawdę urokliwe. Fot.Piotr Żurek

I turban bardziej pasował do mojego stroju – starałam się dopasować do datowania balu (1796r.) i uszyłam sobie coś w rodzaju open-robe. Coś w rodzaju, bo nie wiem, czy dobrze wyszło 😛 Na białą, bawełnianą suknię z haftami założyłam zieloną suknię z dłuuuugim trenem. Oczywiście zieloną kieckę szyłam w ostatniej chwili, dlatego nie ma ona żadnych zdobień jeszcze – i jest uszyta z poliestru, ale nie przeszkadza mi to, przynajmniej nie wymaga aż tak prasowania 😛

marcinzurek_turban

Widać tył mojego turbanu i dużo pięknych kobiet 🙂 fot. Marcin Żurek

Podoba mi się ten rodzaj sukni i na szczęście przeżyła ona bal prawie bez szwanku – dopiero na koniec ktoś nadepnął mi tren kiedy szłam i poszły haftki w zapięciu 😛 Do tego zaraz potem pękł mi drewniany busk w gorsecie – dobrze, że już nie musiałam tańczyć, bo nie byłoby to bezbolesne 😛

Podsumowując bal był w porządku, bawiłam się całkiem dobrze i bardzo się cieszę, że mogłam spotkać tyle wspaniałych osób! 🙂

Tutaj możecie obejrzeć zdjęcia z imprezy:

Bal opisało sporo osób:

Nakręcono nawet filmiki:

 

 

1 Komentarz »

98. Poszewki – heksagony z kolekcji BoardWalk Delight.

W maju 2016 Gosia z Cotton Caffe postanowiła zorganizować warsztaty z szycia poduszek z heksagonami. Oczywiście nie mogłam przegapić takiej okazji, kupiłam od razu dwa zestawy gotowych kwadracików z kolekcji BoardWalk Deligh, z których planowo miałam uszyć dwie poszewki – dla brata i bratowej 🙂 Gosia ma również w sklepie papierowe zestawy heksagonów, od razu gotowe do szycia – wspaniałe ułatwienie 🙂

Na pierwsze spotkanie niestety nie udało mi się dotrzeć, ale ponieważ same heksagony umiem tworzyć przyjechałam od razu na drugie, gdzie Gosia pokazała nam jak łatwo i przyjemnie przyklejać heksagony na materiał i je przyszywać :). Materiał na poszewki również kupiłam od Gosi, bo taki mi najbardziej pasował – dobrałam sobie odcień „krem de la krem” 😛 Nazwa super muszę przyznać 😛 Moja pierwsza próba rozmieszczenia heksagonów na poszewce okazała się średnio udana – mogłam je przeszyć tylko w jednym kierunku, bo w trzy się nie dało – za krzywo było 😛 Ale nie szkodzi, zamiast przeszywać heksagony maszyną wszystkie podszyłam ręcznie – 10 razy więcej roboty, ale za to ile frajdy! Na ostatnim spotkaniu Gosia wycięła mi tyły oraz lamówkę -wszystko w jednym kolorze, żeby nie zaburzać moich heksagonów. Całość pod okiem Gosi zszyłam, a na koniec w domu wykończyłam ręcznie podszycie lamówki. Poduszka wyszła bardzo fajnie, jestem z niej zadowolona i pewnie dałabym ją na konkurs, gdyby nie fakt, że ma plamę, której nie umiem sprać -_-‚

Dlatego na konkurs „Hello Sunshine” zgłaszam drugą poszewkę, którą uszyłam z mniejszą pomocą Gosi, głównie w domu i na urlopie, bo tam przyszywałam heksagony ręcznie do poszewki 😛

hello2bsunshine2b2016Druga podszewka ma użyte troszkę inne heksagony (bo kilka mi zostało jeszcze, zrobię z nich podstawki pod kubki chyba :P), podobne rozmieszczenie i tak samo przyszyte heksiki, dlatego jest podobna – razem mają w końcu tworzyć komplet.

Tu zdjęcie pod balkonem - skąd ten cień?

Tu zdjęcie pod balkonem – skąd ten cień?

Tu na balkonie... za dużo światła!

Tu na balkonie… za dużo światła!

Zdjęcia drugiej poduszki wrzucę jak mi wyjdą ładnie 😛
Chciałabym bardzo PODZIĘKOWAĆ Gosi z Cotton Caffe po pierwsze za materiały, po drugie za pomoc, a po trzecie za ogromną motywację, jaką od niej dostałam – bez Ciebie Gosiu nigdy bym się nie zabrała za takie poszewki. Jeszcze dużo pracy i nauki przede mną, ale coraz lepiej mi się szyje i to właśnie dzięki Tobie 🙂

Tutaj jest link do sklepu Gosi, gdzie można kupić wszystkie te cudowności – http://www.cottoncafe.pl – jutro Gosia otwiera na nowo sklep, już się nie mogę doczekać! 🙂

2 Komentarze »

97. Poszewki dla Hani i Szymka- heksagony tęczowe.

Niedawno odwiedził nas kolega, który mieszka teraz z rodziną w Japonii. Przyjeżdża oczywiście dość rzadko, więc jak tylko się pojawił spotkaliśmy się kilkakrotnie 🙂 Przywiózł nam jak zwykle dużo przekąsek japońskich (niektóre dziwne, przyznaję :P). Na pożegnanie również chciałam mu coś sprezentować, ale ponieważ nie ma sensu kupować mu polskich smakołyków, postanowiłam uszyć jego dzieciom poduszki na podróż 🙂

Postanowiłam również, skoro w końcu coś uszyłam, wziąć udział w konkursie „Hello Sunshine”. W tym konkursie każda praca musi być prezentowana osobno, dlatego ten post poświęcę głównie poduszce dla Szymka, którą wybrałam do konkursu.

hello2bsunshine2b2016

Poduszka jest w dużej części uszyta ręcznie, jak to przy heksagonach 😛 Materiał na heksagony dostałam od Gosi z CottonCaffe – jest to zestaw, który stworzyła ona z materiałów nie firmowych, a ponieważ nie miała pomysłu, co może z tego uszyć, to podarowała mi – dziękuję Gosiu!

PoduszkaSzymka1

Poduszka dla Szymka, zgłoszona do konkursu 🙂

PoduszkaSzymkaIza

Tu Iza prezentuje poduszkę – trochę lepiej to zdjęcie oddaje kolory.

Cały zestaw podzieliłam na dwa, żeby starczyło na dwie poduszki, stąd panel z przodu jest dość mały. Szyło się… ciekawie. Po raz pierwszy szyłam heksagony z materiałów nie firmowych, różnej grubości, różnej giętkości, różnej gęstości. Wcześniej oczywiście zdekatyzowałam je wszystkie, przy okazji sprawdzając, że jeden materiał farbuje i nie jest to czerwony (czerwone zwykle farbują :P), a ciemny zielony O_o. Panele szyłam w czasie urlopu, więc była to dla mnie prawdziwa przyjemność – odpoczywałam sobie, a jednocześnie realizowałam twórczo. W domu jedynie doszyłam panele na szary materiał (pomiędzy panelem i szarym kwadratem jest włożona warstwa bawełnianego wypełnienia – w planach miałam przepikowanie całości, ale nie starczyło czasu już) – niestety nie obyło się bez błędu i Hani poduszka wyszła troszeczkę prostokątnie 😦 Ale ogólnie poduszki podobają mi się i mam nadzieję, że przydadzą się dzieciom w podróżach 🙂

DwiePoduszki

A tu dwie poduszki razem. Poduszki Hani (z lewej) nie zgłaszam do konkursu, bo jest prawie taka sama jak ta dla Tymka, a gorzej mi się na niej panel przyszył 😛

3 Komentarze »

96. Retro-piknik w Gliwicach.

Dzień po Złotym Popołudniu, czyli dokładnie 20 września 2015 roku uczestniczyłam wraz z córkami w pikniku pt. Retropiknik, organizowanym z okazji 110-lecia Muzeum w Gliwicach 🙂 Imprezę przygotowywała Lady Polley, czyli Joanna Puchalik – jedna z pracownic Muzeum. Zaprosiła ona kilka dziewcząt z Krynoliny, niestety Złote Popołudnie było bardziej popularne i większość osób zrezygnowała z uczestnictwa w imprezie dzień po Złotym, więc niestety nie mogę się pochwalić grupowymi zdjęciami. Na szczęście dołączyła do nas Justyna DM oraz Kasia K. z Gliwic, nie byłyśmy więc całkiem same 🙂

Jak zwykle genialnie wystylizowana Polejka :)

Jak zwykle genialnie wystylizowana Polejka 🙂

Dołączyły do nas śliczne koleżanki z Gliwic :)

Dołączyły do nas śliczne koleżanki z Gliwic 🙂

Na pikniku można było się przejechać na oryginalnej stuletniej odrestaurowanej karuzeli, można było zjeść watę cukrową za darmo (nie chcę wiedzieć, ile waty zjadły moje dzieci :P), były również zabawy w stare gry oraz różnego rodzaju konkursy zręcznościowe. Naprawdę moje dzieci i ja bawiłyśmy się przednie!

IMG_5865

Gdyby nie Ci ludzie z tyłu zdjęcie wyszłoby naprawdę klimatycznie 😛

To naprawdę fascynujące, że moich córek nie zemdliła ta ilość waty cukrowej, jaką pochłonęły :P

To naprawdę fascynujące, że moich córek nie zemdliła ta ilość waty cukrowej, jaką pochłonęły 😛 (na zdjęciu po prawej moja Iza)

Na piknik założyłam moją jedyną wtedy suknię secesyjną, którą szyłam na Książ – był to ostatni występ tej kiecki, ponieważ tak jej nie lubię, że została już pocięta 😛 A spódnica służy teraz jako halka. Dziewczynki miały na sobie również sukienki szyte na Książ, ale je akurat lubię i pewnie jeszcze nie raz w nich wystąpią. Kapelusz pożyczyłam tradycyjnie od Lady Polley, natomiast moje dziewczynki miały kapelusze stworzone z pomocą mojej siostry – z podkładki na stół 😛

IMG_5983

Jedyne, co mi się w tej stylizacji podoba do kapelusz Polejki… i jeszcze buty założyłam nowe, nie te, do których szyłam spódnicę >_<

Zdjęcia wykonała koleżanka Lady Polley – dziękuję!

Ogólnie zdjęć nie mam dużo, na blogach dziewczyn z Krynoliny nie ma żadnych relacji, bo ich nie było, a Polejka i Justyna DM nie prowadzą blogów 😛 Dlatego tym razem zamiast relacji linkuję artykuły, które znalazłam w sieci:

Dodaj komentarz »

95. Złote Popołudnie 19.09.2015

Ponad pół roku przerwy, ale to nie znaczy, że nic się nie działo 🙂 Działo się dużo i teraz powoli będę nadrabiała zaległości 🙂

Najpierw wrócimy jeszcze do imprez z 2015 roku, które ominęłam, ponieważ czekałam na zdjęcia. Ale w sumie się nie doczekałam, więc wykorzystam co mam 🙂

Pierwsze było „Złote Popołudnie 2015„, które odbyło się 19 września 2015 roku w Pałacu w Śmiłowicach. Impreza jest organizowana co roku przez Fundację Nomina Rosae, w tym roku nawet nakręcono Filmik „Złote Popołudnie 2015” zachęcający do przybycia.

Mocno zachęcona uszyłam sobie nową sukienkę, krynolinę. Dziewczyny z naszej grupy stwierdziły, że to dobry pomysł, żeby większość z nas wystąpiła w jednym datowaniu i przyznaję, że naprawdę fajnie to wyszło. Dodatkowo stwierdziłam, że czas zabrać swoje córki ze sobą i pokazać im, jak wyglądają takie pikniki. Złote Popołudnie reklamowało się, ze ma zajęcia dla dzieci, więc teoretycznie mogłam założyć, że nie będą się nudzić. Miałam już dla córek sukienki ala krynoliny, więc odpadło mi szycie wszystkich strojów razy trzy, musiałam tylko starszej córce uszyć stelaż.

Loana_zPolejka

Zepsułam ładne zdjęcie z Polejką swoją miną 😉 Zdj. Monika Kozień

Obładowana przyjechałam na Złote Popołudnie razem z córkami i Fobmróweczką (której niestety zapomniałam zabrać sukienki – jeszcze raz przepraszam Asiu!). Na miejscu odhaczyłyśmy się na liście (wstęp był za darmo) i przebrałyśmy się w dużej sali mniejszego dworku. I mogłyśmy rozpocząć piknikowanie. Które nam osobiście nie wyszło, bo było zimno a w nocy padało :P. Najpierw próbowałam znaleźć zajęcie dla moich dzieci – w głównym budynku odbywały się warsztaty, gdzie miłe panie zajęły się na chwilę moimi córkami. Ja w tym czasie zostałam pomalowana przez Porcelanę (dziękuję!) i uczesana przez Fobmróweczkę (dziękuję!). Laba nie potrwała długo i już w sumie do końca imprezy głównie spędzałam czas z dwójką lub czwórką dziewczynek 🙂

GrupoweZDziewczynkami

Na pokazie – jak widać, naprawdę miałam dużo dziewczynek pod opieką 😉 Zdj. Ilja Van de Pavert

 

20150919-_d8h4838_24475570314_o

Dziewczynki nie mieszczą się w drzwiach! Zdj. Ilja Van de Pavert

Jak mogę opisać samą imprezę? W sumie ciężko mi coś powiedzieć – prawie nie korzystałam z przygotowanych atrakcji. Warsztaty dla dzieci były fajne, córki wyszły zadowolone. Miejsce bardzo malownicze, można było pospacerować i porobić sobie klimatyczne zdjęcia. Część dziewczyn z „Krynoliny” miała pokaz, rodzaj „dioramy”, gdzie bez słów prezentowane były suknie krynoliny na różne okazje – sam pokaz mi się bardzo podobał, chociaż rozumiem, że część osób mogła nie zrozumieć, o co w nim chodzi – brakowało wprowadzenia (za to nieplanowane wstawki z dziećmi były bardzo zabawne :P). Szkoła Tańca Jane Austen jak zwykle pokazała interesujące widowisko taneczne. W części artystycznej odbył się również pokaz strojów, w którym miałam okazję uczestniczyć.Przed głównym budynkiem można było zakupić biżuterię. Restauracja miała całkiem smaczne dania, chociaż obsługa wyraźnie sobie nie radziła z dużą ilością gości i trzeba było długo czekać na dania i napoje.

 

AdaGraKrokieta

Ada rozegrała partyjkę krokieta. Zdj. Paulina Kowalczyk

Ogólnie mówiąc bardzo się cieszę, że miałam okazję spotkać się ze znajomymi i nieznajomymi, dzieci się wyhasały, mają co wspominać. Tradycyjnie właziłam ludziom pod aparat, ale zdjęć jakoś nie mam -_- Pewnie znowu nie wyszłam na nich dobrze. Dziękuję Monice Kozień, która wysłała mi zdjęcie pozowane w sukni oraz Paulinie Kowalczyk, która sfotografowała mnie razem z dziećmi – naprawdę jestem Wam ogromnie wdzięczna!

zGóry

Muszę przyznać, że zdjęcia z góry wyglądają zabawnie 😛 Zdj. Paulina Kowalczyk

Co do samej sukni – stelaż to oczywiście pierwsza krynolina, z lat 1850-60, na to mam założoną stosunkowo grubą halkę (powinnam mieć dwie) oraz prostą spódnicę. Stanik sukni w wersji dziennej (dziękuję Alicji za mock-up, bez niej nigdy by się to nie udało :P) z rękawami pagodowymi, przykrótkie oszukane rękawki oraz pożyczony od Lady Pollej szydełkowy kołnierzyk – i mamy cały strój wierzchni. Oczywiście założyłam również pantalony – bez nich czułabym się bardzo dziwnie oraz gorset (od Paliny :P). Suknię uszyłam z bawełny od Barbary Dobosz – Czupurna Bawełna.

Loana_Calosc

Moja krynolina. Zdj. Monika Kozień

 

Iza i Ada wystąpiły w sukniach szytych na bale karnawałowe w przedszkolu, są to suknie inspirowane strojami Scarlett O’Hary z” Przeminęło z Wiatrem” 🙂

IzaPozujeAdamniej

Jak widać, dziewczynkom nie wychodzi pozowanie 😛 Zdj. Paulina Kowalczyk

Wpisy na blogach ze Złotego Popołudnia 2015:

Zdjęcia można obejrzeć w tych albumach:

1 Komentarz »

94. Bal „Przybyli Ułani pod okienko” – 14.11.2015r.

Nazwę balu wymyśliła zdaje się Agnieszka Kadłubowska z zespołu Serenissima Wratislavia, który był organizatorem tej imprezy. I trzeba przyznać, że konkurs wiedzy na balu był bardzo związany z ułanami, chociaż przyznaję, że chyba nie odpowiedziałabym na żadne pytanie 😛

Naprawdę muszę przyznać, że jedzenie było tak smaczne jak wyglądało :)

Naprawdę muszę przyznać, że jedzenie było tak smaczne jak wyglądało 🙂

Ale jakkolwiek datowanie było takie „nieokreślone”, to sam bal wyszedł jak zwykle świetnie 🙂 Odbywał się ponownie w Auli PWT przy Katedrze – sala jest bardzo przestronna, ozdobiona (chociaż przyznam, że obrazy mogli dać mniej monotonne 😉 ), a przez jej środek biegnie pas ułożony z kafli w taki sposób, że ustawianie seta jest banalnie proste 😛 Jedyna wada tej lokalizacji to całkowity brak dobrego światła do zdjęć 😦 Ale nie szkodzi, akurat brak mocnego światła w dobrej zabawie w ogóle nie przeszkadza 😛 Tradycyjnie jedzenia było bardzo dużo i było przepyszne (kocham autorkę tiramisu! objadłam się na cały następny rok :P) Wojtek Badziak wspaniale prowadził tańce, wśród których było wiele moich ulubionych longway-ów 🙂 Myślę, że wszyscy uczestnicy bawili się równie dobrze jak ja 🙂

Grupowe zdjęcie gości, którzy pozostali do końca :)

Grupowe zdjęcie gości, którzy pozostali do końca 🙂

Tutaj zdjęcie grupowe na Facebook’u.

Co do strojów to założyłam suknię z roku 1830, zieloną aksamitną – od debiutu na Balu Listopadowym w Warszawie w sumie nie miałam okazji jej założyć, a bardzo ją lubię 🙂 Poprawiłam tylko dolną falbanę, żeby była bardziej rozłożona, ale reszta pozostała ta sama.

Aksamit nie jest fotogeniczny. Ja też nie na szczęście ;)

Aksamit nie jest fotogeniczny. Ja też nie na szczęście 😉

Ale i tak przed balem twardo spędzałam wolne chwile przed maszyną – tym razem szyłam suknię dla koleżanki Usy. Ze względów finansowych powstała ona ze zwykłej satyny, a kolor został wybrany jako kompromis pomiędzy moimi propozycjami (błękit, róż :P) a pragnieniami przyszłej właścicielki (czarny). Wybrałam prosty krój, ponieważ po raz pierwszy szyłam kieckę na kogoś tak szczupłego. Dodatkowo sukienka może od biedy obskoczyć jakąś nie historyczną imprezę, ponieważ nie jest zbyt mocno stylizowana (nie jest szyta na gorset :P) – tzn. jest zapinana na guziki, ma odpowiedni krój pleców i ułożenie spódnicy, ale w sumie jako sukienka balowa współczesna też może być 🙂 Satynę szyło się jak zwykle OKROPNIE, ale z efektu jestem zadowolona. O paru drobiazgach do poprawki nie ma co wspominać 😉

Satyna nie jest fotogeniczna... zdjęcia bez lampy są ruszone, a z lampą dziwnie się odbijają -_-

Satyna nie jest fotogeniczna… zdjęcia bez lampy są ruszone, a z lampą dziwnie się odbijają -_-

BALSERENISSIMA2015-11_UsaLampaBok

Na szczęście Usa wyszła bardzo ładnie 🙂

W przyszłym roku również planuję wybrać się na bale organizowane przez Serenissimę – naprawdę warto! 🙂

Anna Utko jak zwykle w bardzo skomplikowanej i ślicznej kreacji własnego autorstwa :)

Anna Utko dobrze się bawiła – wyglądała słodko w kreacji jej autorstwa 🙂

 

Satyna... ale Ela świetnie wyglądała w sukni uszytej przez Lady Polley i nazwanej słodko "zielony potwór" ;)

Satyna… ale Ela świetnie wyglądała w sukni uszytej przez Lady Polley na wystawę 🙂

Jola wystąpiła w sukni od krawcowej, stylizowanej na rok 1820, w prześlicznym kolorze!

Jola wystąpiła w sukni od krawcowej, stylizowanej na rok 1820, w prześlicznym kolorze!

1 Komentarz »

93. Partynice po raz pierwszy – nowy kapelusz :)

Na Partynicach we Wrocławiu znajduje się Wrocławski Tor Wyścigów Konnych i tam udałam się 25.10.2015 razem z koleżankami Jolą i Elą na imprezę pt. Hubertus, zamykającą sezon wyścigowy. Jola zaproponowała nam, żebyśmy ubrały się w stroje z epoki belle epoque – oczywiście nie mogłam się oprzeć takiemu pomysłowi, w końcu każda okazja, żeby założyć fajną kieckę jest dobrą okazją 😉

Przed trybunami :) Chociaż była to ostatnia impreza w sezonie ludzi nie było bardzo dużo. Pogoda była dość kapryśna i padało co jakiś czas.

Przed trybunami 🙂 Chociaż była to ostatnia impreza w sezonie nie było dużych tłumów. Może z powodu dość kapryśnej i chłodnej pogody – padało co jakiś czas.

Tutaj możecie poczytać o imprezie: http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/9028058,zakonczenie-sezonu-na-partynicach,id,t.html

Oczywiście odpowiedniego stroju nie mam i nie zdążyłam uszyć, ale na szczęście poratowała mnie (jak zwykle :P) Lady Polley, od której odkupiłam komplet z roku 1895. Składa się on z lnianej różowej spódnicy oraz brązowo-różowego żakietu, przy którym musiałam niestety pogrzebać, ponieważ mam większy obwód w biuście niż autorka ubrania. Do tego założyłam współczesną koszulę, ale z koronami i stójką taką a’la stylizowaną – akurat pasowała. Pod spodem mam oczywiście cały arsenał odpowiedniej bielizny, chociaż przyznam, że bieliznę to ja mam letnią – dzień był dość chłodny i zmarzłam.

Partynice 25.10.2915 Partynice 25.10.2915

Ale miałam też coś nowego, zrobionego przeze mnie! Kapelusz 🙂 Co prawda samego kapelusza oczywiście nie plotłam, wykorzystałam prawdziwy słomkowy kupiony w szmateksie, ale ozdobiłam go całkowicie samodzielnie 😛 Ozdoba jest w kolorze brązowo-różowym, ponieważ miała pasować do całości stroju. Wykorzystałam brązowe wstążki i aksamitkę, a do tego róże z pianki – bardzo mi się one podobają, ponieważ są drobne, zgrabne, ale nie zmokną gdyby padało – tak jak to się może zdarzyć papierowym kwiatom. Ozdoba jest całkowicie ściągalna, żeby można ją było wymieniać w zależności od stroju – w końcu planuję mieć więcej ubrań z tego okresu, a kupić teraz w sklepie kapelusz z prawdziwej słomki to naprawdę wyczyn.

Ozdoba kapelusza - nie wygląda na skomplikowaną, a naprawdę dość długo ją zszywałam...

Ozdoba kapelusza – nie wygląda na skomplikowaną, a naprawdę dość długo ją zszywałam…

Oczywiście fryzura nie wyszła tak, jak powinna, stąd takie dziwne ułożenie kapelusza na zdjęciach – następnym razem na pewno się poprawię 😛 Planujemy w nowym sezonie jeszcze nie raz wybrać się na Partynice w odpowiednich sukniach – naprawdę tam pasują 🙂 I może uda mi się uszyć coś nowego, już całkowicie samodzielnego. Strój od Lady Polley jest naprawdę wspaniały, ale jednak ja nie wyglądam jak sama Lady Polley, więc zamiast efektu damy wychodzi mi efekt zabawnej guwernantki 😛

Mam wrażenie, że wyglądam jak gruba Mary Poppins :P

Mam wrażenie, że wyglądam jak gruba Mary Poppins 😛

Wyjście na Hubertusa było bardzo miłe i mam nadzieję, że za rok uda nam się taką imprezę powtórzyć nie raz 🙂 Dziękuję Joli za zaproszenie, Tomkowi za wspaniałe zdjęcia, Eli za towarzystwo i pomoc przy przygotowaniu się oraz oczywiście Lady Polley za strój 🙂

Zdjęcia: Tomek Świątkowski.

 

Dodaj komentarz »

92. Zlot Krynoliny w Ojcowie – 28-30 sierpnia 2015.

W tym roku udało się zarezerwować odpowiedni budynek i Zlot Krynoliny odbył się planowo w Ojcowie, w przepięknie położonym ośrodku DW „Zosia”. Minęło już sporo czasu od zlotu, ale nadal bardzo miło wspominam kilka dni spędzonych z koleżankami (chociaż panowie też się pojawili :P) w sierpniowych dniach roku 1826 😉 Datowanie zlotu obejmowało szerszy okres niż rok temu, ponieważ dozwolone były stroje od 1810 do 1830. I muszę przyznać, że tyle osób w podobnych strojach bardzo działa na wyobraźnię – prawie poczułam, jak mogło wyglądać spędzanie czasu w tamtych czasach 🙂

Zdjęcie zrobione podczas spaceru do ruin zamku w Ojcowie. Na głowie mam pożyczony (oczywiście od Lady Polley :P) kapelusz :)

Zdjęcie zrobione podczas spaceru do ruin zamku w Ojcowie. Na głowie mam pożyczony (oczywiście od Lady Polley :P) kapelusz 🙂

Dziewczyny opisały już zlot na swoich blogach, więc ja nie będę się rozpisywać 🙂 Podobało mi się na nim jak zwykle wszystko – ognisko wieczorem, koncert pieści operowych (chociaż przyznaję, że wolałabym je po angielsku :P), poranne szycie, przepyszne śniadania, obiady oraz kolacje – najbardziej oczywiście smakowała mi uczta autorstwa Lady Polley! Świetnie bawiłam się również na wspólnych spacerach, podczas piknikowania, prób do tańców (okej, połowę opuściłam, bo miałam za ciasne buty :P) i w czasie balu z prześmiesznym przedstawieniem.

Śniadanie w bieliźnie. Jadalnia miała przepiękne okna!

Śniadanie w bieliźnie. Jadalnia miała przepiękne okna!

Bardzo dziękuję organizatorkom za atrakcje, który nam zapewniły, Lady Polley za pyszne jedzenie, Oldze dziękuję za przepiękne fryzury, a moim samochodowym współtowarzyszkom za towarzystwo i pomoc w szyciu oraz ubieraniu.

Tak spędzałyśmy wolny czas rano - na balkoniku, szyjąc i rozmawiając.

Tak spędzałyśmy wolny czas rano – na balkoniku, szyjąc i rozmawiając.

W tym roku niestety nie udało mi się uszyć nic nowego na zlot, miałam więc na sobie te same „stare suknie”, a jedyną „nowością” była poprawiona sukienka od dziewczyn z Warszawy – z białego haftowanego batystu. Dobrze się w niej czułam, mimo koloru – lubię biały, ale nie na sobie, bo okropnie szybko się brudzi 😛
BiałaSukniaLoana1
Mam nadzieję, że czas do następnego zlotu upłynie szybko 🙂

Autorzy zdjęć: Lady Polley, Magdalena Kosińska.

Tutaj można obejrzeć prześliczne zdjęcia ze zlotu zrobione przez Monikę Kozień.

A poniżej linki do relacji ze zlotu:
Relacja Porcelany
Relacja Gosi – Daisy
Relacja Ms. Nelly
Relacja Vorago rerum

Dodaj komentarz »

91. Pikniki z Księżną Daisy w tle :)

Nie doczekałam się zdjęć, na które najbardziej czekałam, w związku z tym publikuję post bez nich 😛

Nie spodziewałam się, że tak szybko polubię się z nową epoką. Epoką, która wcześniej bardzo mi się nie podobała z powodu „gołębiej piersi” 😛 Muszę jednak przyznać, że oglądanie sukien przekonuje do danego kroju i ostatnio widzę dużo uroku w uszytkach z „gołębią piersią” 🙂 Okazją do przeglądania Pinterestu z tymi akurat strojami były dwa spotkania w podobnym datowaniu.

Pierwszy to III Piknik Krynoliny odbywający się w dniu 30.05.2015 tradycyjnie w Pszczynie. Dziewczyny poszły za ciosem i postanowiły wybrać datowanie pasujące do najbardziej znanej mieszkanki pszczyńskiego pałacu – księżnej Daisy, czyli Belle Epoque – lata 1890-1910. Przyznam, że byłam mile zaskoczona ilością osób na samym pikniku, jak i wspaniałymi strojami, które mieli prawie wszyscy goście! Przez kilka godzin naprawdę można było się poczuć bardzo „klimatycznie” 🙂

Jeśli chodzi o mój strój, to w sumie nie ma o czym mówić. Tradycyjnie nie zdążyłam z szyciem. Na pikniku wystąpiłam w ciemnozielonej spódnicy z 7 klinów, którą uszyłam zgodnie z wykrojem z epoki, i która okazała się być na mnie przymała (dlaczego?? 😦 halka została uszyta z tego samego wykroju i jest dobra -_-), w pożyczonej białej bluzce (poliester, nigdy więcej w upał :P) i w pożyczonym czarnym kapeluszu z piórami. Dobrą pożyczającą duszą była Lady Polley, u której również nocowałam i której za to dziękuję ogromnie 🙂 Nie wyglądałam specjalnie epokowo, w związku z czym nie mogę się pochwalić zdjęciami, bo ich za bardzo nie mam. W sumie gdyby nie Paulina Kowalczyk to nie miałabym ani jednego do pokazania 😛 Bardzo dziękuję Paulino!

III Piknik Krynoliny

Razem z córkami 🙂 fot. Paulina Kowalczyk

DSCN3083

Było dużo, dużo osób! Tutaj tylko część z nich. Załapałam się na zdjęciu po lewej stronie 🙂

Na piknik przyjechałam z córkami. Starsza Iza wystąpiła w szytej przeze mnie na ostatnią chwilę zielonej sukience z białym szydełkowym kołnierzykiem (oczywiście pożyczonym od Lady Polley :P), a Ada biegała w sukience nie z tego okresu co trzeba, ale była różowa i rozłożysta i dlatego Ada zgodziła się ją założyć (że nie wspomnę, że kiecka oczywiście też była pożyczona od Lady Polley :P).

Adrianna w sukience z okresu krynolin 🙂 fot. Agnieszka Dworzańska

Piknik spędziłam głównie na noszeniu rzeczy z auta i z powrotem (pogoda nie rozpieszczała…), na zajmowaniu się lokalizacją dzieci i na odpoczywaniu, bo gorset, który założyłam przed podróżą do Pszczyny, ma plastikowe fiszbiny. Godzinna jazda autem nie podziałała na te fiszbiny pozytywnie – ogólnie mówiąc powyginały się porządnie i ledwo mogłam w nich wytrzymać. W związku z czym bardzo NIE POLECAM plastikowych fiszbin do gorsetów -_-

A lepsze recenzje z dużą ilością zdjęć z III Pikniku Krynoliny w Pszczynie możecie obejrzeć tu:

Relacja Gabrieli

Relacja Alicji

Relacja Domowej Kostiumologii oraz Opis sukni Domowej Kostiumologii

Kilka słów o sukni na piknik autorstwa Maqdy

Relacja Vorago Rerum

Relacja Ms.Nelly

Relacja Dorfi i opis jej stroju

Relacja Olgi , Opis kapelusza Olgi oraz Fartuszek pensjonarki

Relacja Karoliny (Nie)poważnej Rekonstruktorki

Relacja Daisy

Relacja Chopianny

 

Drugim spotkaniem w podobnym datowaniu był piknik z okazji urodzin Księżnej Daisy, który odbył się 28 czerwca w Książu. „Krynolina” została na niego zaproszona przez organizatora, prezesa Fundacji Księżnej Daisy von Pless pana Mateusza Mykytyszyna. Przyjechało kilka członkin wraz z Lady Polley z mężem i wg mnie naprawdę wypadli po prostu świetnie! Stroje, kapelusze – wszystko było dopracowane i grupa bardzo pasowała do pałacowych wnętrz oraz wyglądała bardzo malowniczo w parku. Razem z całą grupą zwiedzałam za darmo pałac w Książu – naprawdę pięknie go odnawiają.

Tutaj jest relacja z całości imprezy oraz zdjęcia i jeszcze raz zdjęcia udostępnione przez Fundację 🙂

Tym razem postarałam się troszkę (ale tylko troszkę :P) bardziej i miałam na sobie bladobłękitną spódnicę z 7 klinów (nadal ten sam wykrój z epoki) oraz bluzkę z tego samego materiału (batyst bawełniany, ale to cienkie jest), również szytą z wykroju z epoki. Efekt „gołębia pierś” wyszedł mi mało widoczny, ale nie szkodzi, ja go i tak zwykle nazywam „obwisłym cycem” 😛 Spódnicę pomogła mi ozdobić mama Asi, której bardzo dziękuję! 🙂 Do stroju założyłam kapelusz, który dostałam od koleżanki Ibisek – również bardzo dziękuję! Tym razem wyglądałam lepiej i mam dzięki temu kilka zdjęć.

Pałac w Książu

Porządny „obwisły cyc”, brak szyi dzięki epokowej stójce… te suknie są piękne, ale nie na mnie 😛

IMG_6526

Na zdjęciu z Magdą. Moje włosy przepięknie uczesała Olga, niestety, krótka grzywka zrobiła swoje i włosy ciągle uciekały 😦

Moje córki dostały obydwie nowe sukienki, z tego samego niebieskiego materiału, chociaż inaczej ozdobione. Nie mogę nie wspomnieć, że dziewczynki miały pożyczone kapelusze 😛 Oczywiście pożyczone od Lady Polley 😛 Muszę przyznać, że dzieci w historycznych strojach wyglądają bardzo klimatycznie 🙂

IzaAdaKsiaz

Iza miała nawet lalkę w historycznym stroju. Ada też miała, ale urwała jej głowę przez przypadek, a to porcelana, tak szybko nie dało się naprawić 😛

IMG_6515

Moje córki trochę zestresowały Pana Przewodnika, bo koniecznie chciały się napić herbatki z tych historycznych filiżanek.

IMG_1934

Dziewczynkom udało się przejechać powozem wraz z Lordem Polley. I wraz z panią grającą Księżną Daisy (pomińmy milczeniem jej strój ;)).

KsiazPark1

A tutaj jeszcze relacja Alicji z tego spotkania 🙂

1 Komentarz »

Zashevka

crafting i szycie...

Vanadian Avenue

Passion, knowledge and desire to create

Red Point Tailor

RPT's Couture Endeavours

Początkowo

To co we mnie najlepsze i twórcze chciałabym pokazać światu

Robótki Stefci

Kocham uczucie tworzenia, więc tworzę:)